FESTIWAL POLSKA W IMCE

Prezydentki reż. Krystian Lupa

Teatr Polski we Wrocławiu

teatr-imka

Wybierz datę przedstawienia:

Bilety: I-IV rząd 120 zł | V-VIII rząd 100 zł, IX-XI rząd 80 zł

Obsada:

,,Prezydentki"

opracowanie tekstu, reżyseria, scenografia i opracowanie muzyczne Krystian Lupa

Teatr Polski we Wrocławiu

  

Werner Schwab, PREZYDENTKI (Die Präsidentinnen)

przekład Monika Muskała

 

Spektakl grany w ramach FESTIWAL POLSKA W IMCE. NIECODZIENNY FESTIWAL TEATRALNY

 

Obsada:

Erna                            Bożena Baranowska

Greta                          Halina Rasiakówna

Mariedl                       Ewa Skibińska

Dziewica Maryja        Aldona Struzik/Dominika Figurska/Anna Ilczuk

 

 

asystent reżysera       Halina Rasiakówna

inspicjent, sufler         Iwona Rólczyńska

realizacja światła        Dariusz Bartołd

realizacja dźwięku      Tomasz Zaborski, Maciej Kabata

Czas trwania: 90 minut (bez przerwy)

przedstawienie przeznaczone dla widzów dorosłych


 

Genialne przedstawienie Krystiana Lupy według sztuki skandalizującego „ojca” dzisiejszych brutalistów Wernera Schwaba, której za życia autora nie chciał wystawić żaden austriacki teatr.

Opowieść o trzech kobietach, których świat zamyka się między wspomnieniami o przeszłości, dewocją, telewizorem i upokarzającą pracą. Należą do tej warstwy społecznej, której na co dzień wolimy nie widzieć. Życie wewnętrzne mają nikłe, wspomnienia jałowe, język wulgarny i kaleki, a horyzont myślowy zakreślony drobnomieszczańską rutyną i okrucieństwem. Żyją marzeniami, a utrata kontroli nad iluzją prowadzi je do zbrodni.

Intensywne przeżycie teatralne, mocą dorównujące antycznej tragedii. Znakomite role Bożeny Baranowskiej, Haliny Rasiakówny i Ewy Skibińskiej.

 

Krystian Lupa jest reżyserem, który autonomiczne światy swoich przedstawień buduje często na materiale pisarzy austriackich (Musil, Rilke, Bernhard, Broch). Tym razem wystawił dramat jednego z najwybitniejszych tego kraju: Prezydentki Wernera Schwaba. Siłą wyrazu trzech kobiecych opowieści, które chwilami robią wrażenie osobnych, przeplatających się monodramów, zawiera się w ich równoległości i – mimo wszelkich różnic – równowartości.

Na scenie Lupa wybudował kuchnię, w której każdy z nas może odnaleźć coś bliskiego, co dobrze zna z wizyt u starej ciotki. Odrapany, biały kredens i obowiązkowe portrety świętych wiszące nad kanapą. W kącie niedawny nabytek – używany, kolorowy telewizor, w którym transmitowana jest msza papieska. Nie bez powodu reżyser wybrał na tę okazję kazanie Jana Pawła II o pornografii i eutanazji. To tematy, które mogą oburzyć kobiety. W kontekście tego, co wydarzy się na końcu, nabierają wyjątkowego znaczenia. Zanim jednak do tego dojdzie, Schwab i Lupa najpierw precyzyjnie ukazują sposób myślenia bohaterek. Erna (Bożena Baranowska) wiedzie ciężkie życie, cały czas na wszystkim oszczędzając i walcząc z synem alkoholikiem, który nigdy nie da jej wnuków. Greta (Halina Rasiakówna) żyje samotnie ze swoim psem, gdyż córka ją opuściła, wyjeżdżając przed laty do Australii. Zerwała kontakt z matką, bo ta tolerowała gwałty dokonywane na córce przez ojca. Najmłodsza z nich Mariedl (Ewa Skibińska) sprawia wrażenie osoby umysłowo niepełnosprawnej. Jej głównym zajęciem jest przetykanie toalet, co traktuje jak misję, ogromną odpowiedzialność. Tę część przedstawienia reżyser rozgrywa w konwencji realistycznej. Ale zmienia się, gdy kobiety zaczynają marzyć. Erna myśli o panu Wottili (skojarzenie z niemieckim fonetycznym odczytaniem Karol Wojtyła), miejscowym rzeźniku, który mógłby się z nią ożenić. Greta o Fredziu, przystojnym mężczyźnie, który wie, jak zaspokoić kobietę. Nawet uprawiająca odstręczający zawód Mariedl, szczycąca się tym, że wkłada rękę do ubikacji bez rękawiczek, marzy o perfumach, które wypije i będzie pachniała od środka, tak jak eleganckie damy. Postać grana przez Ewę Skibińską różni się znacznie od swoich przyjaciółek. Porusza się na cienkiej granicy szaleństwa, wstępując w rejony religijnych uniesień, prowadzących do proroczych wizji. I właśnie te proroctwa sprowokują bohaterki do morderstwa. Przywrócenie rozmarzonych do kobiet brutalnej rzeczywistości spowoduje śmierć Mariedl. Otwierają się drzwi za telewizorem. Nieśmiało przeciska się przez nie Matka Boska – jak ze świętego obrazka, w aureoli ze świecących żaróweczek wokół głowy. Taka, jaka objawiła się Wottili, jaką oglądały podczas papieskiej mszy, o jakiej mówiła Mariedl. Matka Boska jest młoda i przerażona, szlocha na widok płynącej krwi. Pochylona nad martwą Mariedl Erna wymachuje ścierką, tak jakby nie chciała takiej Matki Boskiej jak w telewizorze.

Co jest celem Prezydentek, dramatu Schwaba, spektaklu Lupy? Oddzielona od świata kuchnia jest laboratorium, w którym odbywa się niejasny, poplątany rytuał przekroczenia, dążenia do osiągnięcia transcendencji. Można powiedzieć, że jest to stały temat teatru Lupy. Ale kuchnia Prezydentek zasadniczo różni się nie tylko od laboratorium Plasfodora z Pragmatystów, ale i od świata Lunatyków. Prezydentki nie zamknęły się świadomie w odosobnionym miejscu eksperymentów; im, można powiedzieć, to miejsce się stało, narzuciło, stworzyło. Sytuacja, w jakiej się znalazły, ta szczególna konfiguracja wyłoniła z siebie dążenie do stworzenia indywidualnych mitów, wydostania ich z życiowej magmy i podniesienia na wysokość ceremonii. Prezydentki są w tej pracy samotne. Bohaterom Lunatyków, ludziom też prostym, towarzyszył głos narratora-autora; tu jedynymi śladami zewnętrznej rzeczywistości są agresywne napisy na ścianach i trójka dzieci wkradających się w czasie przerwy, trącających kijami śpiące bohaterki, jakby sprawdzając, czy to ludzie, zjawy czy może laboratoryjne szczury. I teatralny maszynista, otwierający butelkę wina, żeby mogły rozpocząć „przyjemną uroczystość”.

Lupa burzy mit o wysublimowanym artyście, który zajmuje się głównie swym skomplikowanym i bogatym wnętrzem. Podglądamy zdegenerowany świat, emocjonując się rozwojem sytuacji na scenie. Jesteśmy zdegustowani prymitywizmem bohaterek i powierzchownością ich oglądu rzeczywistości. Proces podobny do oglądania telewizji. Zapominamy, że prezentowana historia jest częścią naszego świata.


 

Festiwale, wyjazdy

30.10.1999 – Teatr Replica w Sztokholmie (Szwecja)

6.05.2000 – XL Kaliskie Spotkania Teatralne

12–14.05.2000 – V Festival des théâtres à l’Est de l’Europe „Passages” w Nancy (Francja)

18.05.2000 – XI Gliwickie Spotkania Teatralne

24.09.2000 – I Międzynarodowy Festiwal Teatralny Regionów Europy w Jeleniej Górze

4.10.2000 – I Międzynarodowe Forum Twórczości Kobiet w Radomiu

16.10.2000 – XVIII Gorzowskie Spotkania Teatralne

17.10.2000 – VIII Powinobraniowe Spotkania Teatralne w Zielonej Górze

28–29.10.2000 – Teatr Rozmaitości w Warszawie

8.03–3.04.2002 – tournée po Francji

27.05.2002 – VIII Przegląd „Drogi Teatru – Spotkania” w Kielcach

14–15.05.2003 – Lupa Festiwal w Krakowie

21.11.2004 – VIII Festiwal Teatralny Maski w Poznaniu

26.04.2008 – X Polkowickie Dni Teatru

18–19.09.2008 – XI Festival Internacional de Teatro Experimental FITE-Q/G 2008 w Quito i Guayaquil (Ekwador)

24.11.2008 – Festiwal Polskiego Teatru 2008 w Rydze (Łotwa)

2–3.04.2009 – XIII Europejska Nagroda Teatralna we Wrocławiu

16.05.2009 – IV Festiwal Polskich Sztuk Współczesnych R@Port w Gdyni [sekcja R@Port Europa]

14–15.11.2009 – XVIII Festival de Tardor de Catalunya Temporada Alta w Gironie i Salt (Hiszpania)

25–26.02.2010 – Comédie De l’Est w Colmar (Francja)

 

Nagrody

XL Kaliskie Spotkania Teatralne (2000):

– Bożena Baranowska, Halina Rasiakówna i Ewa Skibińska – główne nagrody aktorskie

 

 

Nie byłoby tego przedstawienia, gdyby nie ryzykowne, bliskie ekshibicjonizmowi aktorstwo. Halina Rasiakówna, Ewa Skibińska i Bożena Baranowska pokonują granicę, za którą aktor przestaje się sobie podobać. Rozczochrane, bez cienia wdzięku, kłócą się i paplają. Są kompletnie pozbawione wstydu, rozkładają nogi i poruszają biodrami, snując erotyczne marzenia o facetach. Najdalej poszła Rasiakówna – jej Greta to żywy kobieton: kanciaste ruchy, ciężki krok, spojrzenie pełne pretensji do wszystkiego i wszystkich. Ale o postaciach Schwaba więcej niż aktorstwo mówi niema scena w przerwie spektaklu, którą dodał reżyser. Na scenie pojawia się trójka rozchichotanych dzieci, które przyglądają się kobietom i trącają ich nieruchome ciała patykami, jakby to były kupy łajna.

Roman Pawłowski, „Gazeta Wyborcza”

 

Trzy kobiety. Jeden laboratoryjny mikroświat. Krystian Lupa, biorąc na warsztat brutalistyczny tekst Wernera Schwaba, tworzy ascetyczne przedstawienie, które sprawia widzom psychiczny ból. [...] Inscenizacja Lupy charakteryzuje się znakomitym rytmem. [...] Krystianowi Lupie udało się zrobić znakomite i bardzo ważne przedstawienie. Realizując swój spektakl, wzmocnił siłę oddziaływania niełatwego tekstu. Do literackiego pierwowzoru odniósł się w sposób wierny, nie nadużywając środków teatralnych, które są użyte z dużym wyczuciem. Widzowie podczas odbioru mogą odczuć dyskomfort psychiczny, który jednak jest bardzo potrzebny, po to by każdy z nas coś sobie uświadomił i nie stał się człowiekiem bez właściwości. Aby nasze życie dzięki teatralnemu doświadczeniu Lupy tych właściwości nabrało.

Tobiasz Papuczys, Dziennik Teatralny, www.teatry.art.pl

 

IV EDYCJĘ FESTIWALU WSPÓŁFINANSOWANO ZE ŚRODKÓW M.ST. WARSZAWY

Znalezione obrazy dla zapytania projekt współfinansowany m.st warszawa