FESTIWAL POLSKA W IMCE

Kobro reż. Iwona Siekierzyńska

Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi

teatr-imka

Wybierz datę przedstawienia:

Bilety: I-IV rząd - 80 zł | V-XI rząd - 60 zł

Obsada:

 

Monika Buchowiec – Kobro/urzędniczka/zjawa

Joanna Król – Nika/córka/petentka

Przemysław Dąbrowski – Strzemiński/urzędnik/zjawa

Wojciech Droszczyński – Batiuszka/urzędnik/bóg

Krzysztof Pyziak – PP/przedstawiciel Polski/mężczyzna/petent

 

reżyseria – Iwona Siekierzyńska

scenografia, kostiumy, światło – Izabela Stronias

muzyka – Marzena Majcher

Prapremiera: 22 listopada 2014 r. w ramach projektu „Awangarda i socrealizm. W 65 lat po powstaniu Teatru Nowego w Łodzi".

 

 

Czas trwania: 1 godzina i 15 minut bez przerwy

 


 

 


"Kobro" Małgorzata Sikorska-Miszczuk

reżyseria Iwona Siekierzyńska

Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi


Spektakl grany w ramach FESTIWAL POLSKA W IMCE. NIECODZIENNY FESTIWAL TEATRALNY


„Kobro” to sztuka Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk z Teatru Nowego w Łodzi o słynnej awangardowej rzeźbiarce Katarzynie Kobro. Spektakl Iwony Siekierzeńskiej został wyróżniony Nadzwyczajną Złotą Maską w sezonie 2014/2015 i nagrodą Plaster Kultury w kategorii Spektakl Roku 2014. Sztuka zyskała nowy kontekst w postaci „Powidoków” Andrzeja Wajdy, które są polskim kandydatem do Oskara.

”Powidoki” - film o awangardowym artyście Władysławie Strzemińskim, mistrzu Andrzeja Wajdy - miały premierowy pokaz na Festiwalu Polskich Filmów w Gdyni. Kinowa premiera „Powidoków” odbędzie się dopiero w marcu 2017 roku. Już w listopadzie w IMCE można będzie obejrzeć sztukę Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk, która przygląda się artystycznemu małżeństwu Kobro i Strzemińskiego poprzez postać ich córki Niki. Skomplikowany związek, który zrodził się jeszcze w radzieckiej Rosji, skąd artyści na początku lat dwudziestych XX w. uciekli do Polski, właśnie ją obciążył najbardziej.

Poznajemy Nikę Strzemińską (Joanna Król) w łódzkim urzędzie, gdzie wezwana zostaje, by poznać tajemnicę przeszłości rodziców i rozwiązać problem wynikający z rodzinnej historii. Na korytarzu, w wizyjnej scenie, zaczyna się rozgrywać rodzinna psychodrama z udziałem Katarzyny Kobro (Monika Buchowiec) i Władysława Strzemińskiego (Przemysław Dąbrowski).

Warto obejrzeć sztukę Sikorskiej-Miszczuk również dlatego, że trwa niezwykle udana passa pisarki. Pod koniec września Nowy Teatr w Warszawie oblegali melomani, pragnący wysłuchać opery Pawła Mykietyna w reżyserii Andrzeja Chyry właśnie z librettem Sikorskiej-Miszczuk. Była to mocna pozycja Festiwalu Warszawska Jesień. Rok temu „Czarodziejska góra” została obsypana nagrodami miesięcznika „Teatr”. Wcześniej dramatopisarka świętowała Grand Prix dla najlepszego spektaklu telewizyjnego Dwa Teatry 2015 w Sopocie. Obecnie teatromani oczekują na grudniową prapremierę nowej sztuki „Kuroń”. 


 

*** Kamień i fala ***

Z Małgorzatą Sikorską-Miszczuk rozmawia Justyna Jaworska

Justyna Jaworska: Leży między nami książka Niki Strzemińskiej Sztuka, miłość, nienawiść, która była dla ciebie ważnym źródłem przy pisaniu o Kobro. Mam nawet wrażenie, że wyszła ci sztuka raczej o córce niż o matce.

Małgorzata Sikorska-Miszczuk: Źródeł miałam więcej, sama Nika napisała dwie książki o rodzicach, przeczytałam też Marzeny Bomanowskiej 7 rozmów o Katarzynie Kobro, przeczytałam różne artykuły. Ale ta książka Niki była najważniejsza, fakt. Zabolała mnie. Dla mnie historia Katarzyny Kobro to historia o wyborze bycia artystą oraz o jego konsekwencjach. I dlatego na scenie to Nika Strzemińska jest główną bohaterką, przez nią przechodzi niejako wątek detektywistyczny, bo to ona próbuje się dowiedzieć, co się stało z jej rodzicami. Ale ujęłabym to tak: Kobro jest jak kamień wrzucony do wody, Nika jest jak fala po matce. Za każdym razem, kiedy wybieram postać centralną dla sztuki, czy piszę o Ulrike Meinhoff, Marcie Kubišovej, Katarzynie Medycejskiej czy Popiełuszce, moje pytanie brzmi, co tu jest dla mnie podstawowym problemem, emocjonalnym obciążeniem, właśnie takim kamieniem rzuconym w wodę, od którego rozchodzą się fale.

Justyna Jaworska: Akcja twojego dramatu dzieje się w latach siedemdziesiątych. Jesteśmy ponad dwadzieścia lat po śmierci Kobro i Strzemińskiego, prawie trzydzieści lat zostało Nice Strzemińskiej. Co właściwie istotnego dla tej historii wydarzyło się za Gierka?

Małgorzata Sikorska-Miszczuk: No to policzmy. Ile lat ma Nika w połowie lat siedemdziesiątych?

Justyna Jaworska: Jest z trzydziestego szóstego, czyli tuż przed czterdziestką.

Małgorzata Sikorska-Miszczuk: I o to mi chodziło. Żeby była w wieku, kiedy nie jest jeszcze za późno, by uporać się z pamięcią o rodzicach i zacząć wszystko od nowa. To znaczy – na to nigdy nie jest za późno, ale akurat taka jungowska czterdziestka wydała mi się dobrą cezurą, bo to przełomowy moment, uwaga kieruje się do środka i można poradzić sobie z dzieciństwem. A prawdziwa Nika Strzemińska nigdy sobie, mam wrażenie, z tym nie poradziła, jej książka o rodzicach jest tego najlepszym dowodem. Wiem, że mówię rzeczy niepoprawne – walczyła o rodziców, o ich pamięć i dorobek, by istniał, nie przepadł. Walczyła o to tyle lat, pisała też odważnie o trudnej, pełnej nienawiści relacji osobistej rodziców podczas ostatniej dekady ich związku. A jednak… Postanowiłam spojrzeć na to walczenie i rozliczanie oczyma innego bohatera, dla którego to nie są takie bezdyskusyjne wartości. Skonfrontowałam ją z kimś zwyczajnym, bez rodzinnych obciążeń, z takim sobie petentem Urzędu. To trochę szemrany gość, który też ma swój problem: kiedy zatyka mu się nos, zaczyna mówić o miłości niczym nawiedzony prorok – i chce to jakoś załatwić w Urzędzie. Za to kiedy nie jest zakatarzony, potrafi może walnąć sobie pół litra, ale cieszy się życiem, nie ma problemów związanych z rodzicami. Możemy domniemywać, że też miał niefajne dzieciństwo, tylko że on się tym nie przejmuje. I próbuje bohaterkę po prostu poderwać, podczas gdy ona pozostaje uwięziona w swojej traumie.

Justyna Jaworska: W sztuce Nika występuje już jako autorka książki o rodzicach, choć tak naprawdę pisała ją dopiero pod koniec życia.

Małgorzata Sikorska-Miszczuk: Tak, wymyśliłam sobie taką historię, że bohaterka wcześniej pisze książkę i na pozór porządkuje w niej swoje sprawy, wypowiada emocje, po czym dochodzi do sytuacji spotkania z figurami rodziców. I to dopiero oni ją proszą, by wyrzuciła z siebie cały niezawiniony ból.

 

Całość rozmowy zostanie opublikowana w listopadowym numerze miesięcznika „Dialog”.

 

IV EDYCJĘ FESTIWALU WSPÓŁFINANSOWANO ZE ŚRODKÓW M.ST. WARSZAWY

Znalezione obrazy dla zapytania projekt współfinansowany m.st warszawa